Niedzielne Trolle

by - poniedziałek, stycznia 30, 2017

 Niedzielny poranek jest idealnym czasem żeby ciut za długo poleżeć w łóżku, odrobinę spóźnić się ze śniadaniem, odłożyć na bok wszystkie naglące sprawy i chwilę podelektować się życiem, otrzymywanym w formie bezproblemowej. Warto wyjść na spacer i choć przez chwilę pozostać w kontakcie ze światem, który nas otacza. W niedzielne popołudnia (ewentualnie wieczory) z rozkoszą patrzę na próbujące przebić się zza chmury słońce lub czerwień zachodzącego nieba. W deszcz delektuję się dźwiękiem spadających na mnie kropel, a gdy śnieg zasypuje całą okolicę, próbuję złapać jak najwięcej płatków na język. Wszyscy mówią, że jestem niepoważna, że zaraz się rozchoruję albo przemoczę całe ubranie. Wychodzę z założenia, że jeżeli mam się rozchorować, to równie dobrze zaziębić może mnie codzienna droga do sklepu czy szkoły.


Dziś po godzinie 10 (warto wspomnieć, że do ugrupowania rannych ptaszków nie należę) zdecydowałam, że chciałabym obejrzeć coś, co prawdopodobnie nastawi mnie dobrze na cały dzień. Padło na "Trolle", ponieważ słyszałam o tej bajce dużo dobrych opinii, a sklepy przesycone są gadżetami pochodzącymi właśnie z niej. Po chwilowych problemach z włączeniem filmu (no cóż, mistrz techniki ze mnie żaden) mogłam delektować się bogatą gamą kolorów, zaserwowaną przez DreamWorks. Dookoła biegały małe, szczęśliwe trolle, którym zagrażało niebezpieczeństwo- typowa fabuła, na której opiera się wiele bajek. Niestety, jeżeli chodzi o wątek, nie porwał mnie, odważyłabym się nawet na stwierdzenie, że był bardzo wzorowany na Smerfach. Małe stworzonka, na które odbyło się polowanie w ich własnej wiosce, zostały zamknięte w klatce i miały być wydane na wielkiej uczcie, jako produkt dający, po zjedzeniu, szczęście. Trochę to wszystko odgrzewane i nie tworzy wielkiego napięcia, ani też nie wzbudza ogromnych emocji. Możemy dostrzec również świadome nawiązanie do "Kopciuszka", służka Brydzia, bez pamięci zakochana w królu, dostaje szansę pójścia na wielki bal. W rolę wróżki, pomagającej Brydzi, wcielają się trolle. "Kopciuszek" zyskuje więc zaskakującą, kolorową fryzurę, a zamiast pantofelków, zakłada wrotki. Jedną z nich, wiernie z oryginałem, gubi, gdy ucieka ze swojej randki z królem.


Najbardziej urzekł mnie jednak wątek miłości, zrodzonej między Poppy i Mrukiem. Sam Mruk jest niezwykle ciekawą, tajemniczą postacią. Całkowicie różni się on od pozostałych trolli, przez większą część bajki nie okazując nawet grama emocji. Dopiero w daleko oddalonym w czasie momencie dowiadujemy się o nieszczęściu, które go spotkało. Jednak zarówno w życiu Mruka, jak i każdego z nas, zawsze pojawi się ktoś, kto nada nam kolorów.



Niezwykle ciekawym elementem bajki jest szata muzyczna, składająca się głównie ze znanych i lubianych hitów. W wersji z polskim dubbingiem piosenki te są przetłumaczone, co nie bardzo przypadło mi do gustu, wolę słuchać w oryginale, by uniknąć macoszego tłumaczenia i utraty sensu. Spodobał mi się jednak sam pomysł i nie przypominam sobie, by któraś z najnowszych bajek używała podobnego chwytu. Żałuję, że nie zagraliśmy wraz z moim H w "jaką to melodię" na punkty, bo prawdopodobnie mogłabym odegrać się za wczoraj. 

Mimo tego, że bajka nie zachwyciła mnie pomysłem, nie wpisała się na moją listę ulubionych, myślę, że warto poświęcić jej chwilę. Oglądając "Trolle" miałam wrażenie, że kierowane są głównie do młodszych odbiorców, którzy są uczeni, że razem można wiele i że w życiu ważna jest miłość i codzienny uśmiech. W bajce nie ma również żadnych aktów przemocy (przynajmniej tego nie zauważyłam) co jest wielkim plusem w przyswajaniu przez najmłodszych. Moja ocena jest jak najbardziej subiektywna, dlatego, jak to bywa w przypadku odczuć, może być zupełnie niezgodna z waszą opinią o bajce. Oglądaliście "Trolle"? Co o nich myślicie?



You May Also Like

6 komentarze

  1. My w niedzielne poranki tez lubimy zwolnić. Małej pozwalamy pooglądać ulubioną bajkę (Masza i Niedzwiedz) a sami korzystamy i śpimy chwilę dłużej! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie oglądałam i jakoś od jakiegoś czasu nie przepadam za animowanymi filmami. Chyba mi się przejadły :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też bym chciała spać do 10. Ale ja jestem mamą dwójki (jedno jeszcze w brzuchu) - starsze wstaje najpóźniej o 6 i jeszcze długich baj nie oglądamy :) Ale jak tylko podrośnie mam nadzieję, na powrót do takich właśnie slow poranków niedzielnych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie oglądałam, ale pewnie z dziećmi to nadrobimy. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chętnie obejrzę z synkiem jak trochę podrośnie :)

    OdpowiedzUsuń